Dzikaż to rzecz jest grzeczne kobiety,
Kobiéty rozumne, zacne;
Szlachetne wprawdzie są ich zaszczyty,
Lecz ich pochwały niełacne!
Gdybym dziś któréj kasztelanowéj
Musiał obchodzić dzień święty,
Składałbym rymy, nie łamiąc głowy,
Zapałem wzgardy zajęty.
Pięknieby dla niéj było powiedzieć:
„Życzę uprzejmie jejmości,
Żeby jegomość mógł w radzie siedzieć,
„Choć pełen głupstwa, podłości;
„Żeby po stokroć w przeciągu roku,
„Mógł świętą złamać przysięgę,
„A za nieprawe danie wyroku,
„Wart kary, otrzymał wstęgę;
„Żeby szukając zysków, nie chluby,
„Świadomy szalbierskiéj sztuki,
Pomimo płaczu bliźnich i zguby,
„Wyrabiał sobie kaduki;
„Żeby do śmiesznych użyta braków
„Gorliwość jego nieszczera,
„Panosząc obcych, krzywdząc rodaków,
„Dała mu imię Nekera.“
Te mając źródła płynnéj wymowy,
Trudu bym w rymach nie znosił:
Żeby pochlebić kasztelanowéj
Przestępstwa męża bym głosił.
Lecz pani, twoich pochwał wyrazy
Przykre są i niewygodne.
I trzeba zaraz krócić Pegazy
Chcąc myśli ciebie mieć godne.
Na twe wzgląd mając sprawy i cnoty
Wnet tkliwość człowieka wzruszy,
A chcąc twe wszystkie wielbić przymioty
Rozumu trzeba i duszy.
Wy więc, o sławne córki pamięci
Co te łączycie udziały,
Stosując pienia moje do chęci,
Raczcie me zdobić pochwały.
Nie głosem, jakim na sejmach krzyczą
Kasztelanowie smutni,
Lecz dajcie brzmiącéj z wdziękiem, z słodyczą
Anakreontowéj lutni.
A gdy już skończą wesołe strony
Ślubione wdziękom jéj pienia,
Niech poważniejszym głosem uczony
Febus me wesprze wielbienia.
Nie szukam ja tu rodu wywodów,
Bo by to wzięła za żarty,
Plemię to idzie z różnych narodów
Imię ma z Polski, krew z Sparty.
Mijam jéj skromność, jéj obyczaje,
Każdy jéj chwałę w tym przyzna:
Lecz co jéj chlubę Spartanki daje,
Wolność i święta ojczyzna.
Z niezmienném Polki obliczem znoszą,
Że los ich naród uciska;
Jéj umartwienie i żal przynoszą
Smutne ojczyzny zwaliska.
Niewiele ceni hołd mężczyzn tkliwy
Co sam wdzięk wielbi niewieści,
Lecz kto jest doli kraju życzliwy,
W piękném się sercu jéj mieści.
Gorliwa Polka, matka starowna,
Synowi ślady toruje,
Jak przodków sława każe szanowna,
Tak młody umysł wzoruje.
Uczy poczytać cnotę za bóztwo,
Śmiać się z fortuny dziwactwa,
Więcéj szacować zacne ubóztwo,
Niż źle nabyte bogactwa.
W najwyższym srogich losów ucisku.
Obywatelem być zawdy:
Dla marnych ozdób podłego zysku
Serca nie przedać ni prawdy.
Cieszyć będących w smutnéj przygodzie;
Popędy dumy hamować,
Poważać równość w wolnym narodzie
I tylko cnotą górować.
Śmiałemi usty wynurzyć zdanie,
Które sumienie wskazuje,
Tym przyjaźń oddać i obcowanie
Których się umysł szacuje.
Czarne bezecnych Sejanów czyny,
I brzydkie gromić fortele,
Gnębić Werresy, gnieść Katyliny,
A naśladować Marcele.
Tak chowan, dzielne wróci nam męże:
W Annibala idąc ślady,
Wiecznie ojczyznę kochać przysięże,
A nie przenosić sąsiady.
Matki! niech wzór ten w was ducha wznieci
Obywatelek przykładnych:
Lub takie dajcie ojczyźnie dzieci,
Albo nie dajcie jéj żadnych.
Podłość, podległość, niedbanie chwaly,
Wady wyniosłéj obłudy,
Te, ach! te dolę naszą zrównały
Z niedolą wygnańców Judy.
Niegdyś u świata zazdrości celem
Był Polak, z wolności hardy;
Przestał być wolnym obywatelem
I stał się celem pogardy.