CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Datura stramonium

polaco

III.

DATURA STRAMONIUM.

(BIELUŃ POSPOLITY)

»Nastucha!... słyszysz?!... Nastucha!...«

»Hihihihihi!... A juści mam uszy,

Więc ci też pewnie, że słyszę, jak grucha

Taki wej! gołąb pstrokaty,

Jak ty!... jak ty! ci powiadam!...« »Ja! z duszy

Wszystko dziś rzucę przed tobą, jak szmaty;

Jak wej! na fryjur z kożucha,

Tak się uwolnię z tej troski:

Bo, widzisz, we wsi po ludziach to chodzi,

Że niby ze mną tak jesteś, a znowu

I z komisarzem nie inak... Ej! grodzi,

Mówią-ci ludzie, płot na okół chaty,

Strzeże swojego przychowu,

A jednak stwór mu nieboski

Włazi w zagrodę;

A jednak świnia mu obca

Ryje po grzędzie!

Żal ci nam chłopca;

Na własną szkodę

Wyrósł, oj! wyrósł! Tak wszędzie,

Widzisz, gadają...«

Nastucha!... słyszysz?!...« I w poły

Obejmie dziewkę, córę stelmachowę,

Który na folwark przyszedł prawie goły,

A dziś, jak swojak prawdziwy,

I wieprza tuczy i niejedną krowę,

Łacno utrzyma — z pańskiego... »Bóg żywy,

Że ino brak mu stodoły,

A juści jako u gbura

Całe obejście... I wszystkoć to pono

Z woli tej Nasty... Ano, ptak się trzepie,

Bo ma dwa skrzydła, i stelmach czerwoną

Podnosi buzię: ma z czego — szczęśliwy!...

Ledwie, że dziewkę poklepie

Po brzuchu gruby Przepióra,

Juści i stary

W łapie ma pewny przepitek;

Juści mu świeży

Rośnie pożytek!

Ówci bez miary

Już »ognaryją« mu mierzy

Za to klepanie.

A jest i klepać co prawie« —

Tak sobie gwarzą naokół ludziska —

»Istny rarytas... choć to lepiej w stawie,

Lepiej na samem dnie rzeki

Utopić szczęście takowe... Ta, z pyska

To wej! psi naród, jakby jakie leki,

Brała na piękność...« »Ha! w kawie,

Gadają, na noc się myje — «

»Niech się i myje... Lecz w tem niema sprzeczki,

Że jakby wcale nie z chłopa... Na drzewie

Rosną-ci, widać, zielone listeczki —

Ot! z bożej woli... ale tam — niech sieki

Porwą człowieka! — nikt nie wie,

Kto matkę schwycił za szyję...

Bądź-że, jak było,

Jednak to pewna: z żywota

Lelijka niby

Wyszła niecnota...«

»Co wam się śniło?

Lelijka?!... to bez uchyby

Prawdziwy bieluń!...«

I mają słuszność ludkowie:

Patrz, choćby dzisiaj! Ta wysmukła dziewka,

Z twarzą, jak mleko, i w chustce na głowie,

Widać, że świeżo wypranéj,

I w tej koszuli, oparta o chlewka

Dworskiego szare, pochylone ściany,

W ciemnym serdaku, w połowie

Przecinającym jej ciało,

Czyż niepodobna do tej lilii czystéj,

Co wystrzeliła przypadkiem śród zielska,

Śród tych kartofli, na które srebrzysty

Rzuca miesiączek blask swój rozespany?!...

Więc też i nie dziw, że z Bielska

Wojtka aż dotąd przygnało

Jakoweś licho;

Że nie uważa na słowa,

Iż dziewka w sobie

Truciznę chowa;

Że taką pychą

Zamknie matczysko swe w grobie —

Nic nie uważa!...

»Mówięć raz jeszcze, dziewucho,

Żeli to prawda — ja nie chcę pośladu,

Nie chcę wybierek... Choć z jedną koszulą,

Ale do gniazda Sochali

Nigdy nie wpuszczę nieczystego gadu;

Musi być panna, jak kryształ... Obrali

Ludzie-by ze czci; tatulo,

Co był jak szczere-ci złoto,

Przewróciłby się zapewne w swej »tronie«...

Zresztą, dyć powiedz, czym nie jest wart tego?

Piętnaście morgów, trzy krowy, dwa konie« —

»Hihihihihi!... a toć wczoraj słali

Swatów od Piątka, za niego

Pójdę odrazu z ochotą!

Mój miły Boże!

Nie trza mi twoich rozkoszy,

Dosyć mam sama

Spleśniałych groszy:

Mówią we dworze,

Że jestem niby, jak dama,

A ty? hihihi!!...«

»Nasta!... Nastusia!... jedyna...«

»Idź, ty!« — i Wojtka, co ją trzymał w pasy,

Ręką odpycha — »Nie idzie mi ślina

Na takie cmoki do gęby!

Za Stachem Piątkiem będą lepsze czasy...«

»Nasta!...« »Hihihi!« i wyszczerzy zęby

Ta stelmachowa dziewczyna

Białe, jak wełna jagnięcia,

I rży, hej! rży tak, jako klacz dwuletnia;

Tak się rzechoce, że te ślepie duże

Pełne są śmiechu; że się gnie jak pletnia

Smagła jej postać; że piersi, w obręby

Koszuli skryte, jak róże

Jawią od tego się zgięcia,

Aż Wojtek cały

Zadrżał na dzikie te czary,

Dziewczę od ziemi

Uniósł za bary

I, oszalały,

Wargami wpił się wrzącemi

W owoc — bieluniu...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Czem jesteś dla mnieDemokryt →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Datura stramonium
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-datura-stramonium--jan-kasprowicz-5386d7
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Datura stramonium», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-datura-stramonium--jan-kasprowicz-5386d7.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.