Skryłem się przed nią w urwisko;
Brzég tu przy brzegu tak blizko,
Każdy z nich taki wysoki,
Ledwie że widać obłoki!
Topię w obłokach me oczy;
Modry za białym się toczy,
Jeden się w drugim rozpływa,
Ona w nich krąży jak żywa!
Skoro natężam źrenicę;
Gaśnie niebawem jéj lice,
Gaśnie sukienka różowa,
Postać w obłoku się chowa!
Skoro się tylko ocucę,
Nagle do skały się zwrócę;
Błyśnie mi zaraz na skale,
Błyśnie i zniknie wspaniale!
W jakież ucieknę ustronie?
Czémże me oczy zasłonię?
Kiedy się zjawia dokoła,
Jeszcze do tego wesoła!