W jedną drogę szli razem i człowiek i zdrowie,
Na początku biegł człowiek, towarzysz mu powie:
Nie śpiesz, się bo ustaniesz... Biegł jeszcze tem bardziej.
Widząc zdrowie, że jego towarzystwem gardzi,
Szło za nim, ale zwolna. Przyszli na pół drogi,
Aż człowiek, że z początku nadwerężył nogi,
Zelżył kroku na środku. Za jego rozkazem
Przybliżyło się zdrowie, i odtąd szli razem.
Coraz człowiek ustawał, a że się zadysza —
Prowadź mię, iść niemogę, rzekł do towarzysza. —
Było mnie zrazu słuchać, natenczas mu rzekło. —
Chciał człowiek odpowiedzieć...lecz zdrowie uciekło.