Stary Szymon wyszedł zrana,
Świtka na nim siwa, lniana,
Przeciągnął się, skrobnął w głowę,
Zaprzągł w sochę wołki płowe.
Wiedzą wołki, co to znaczy,
O, nie lekki los oraczy, —
Postękują sobie trochę,
Ale ciągną w pole sochę.
Skowroneczek w niebo dzwoni,
Otarł Szymon pot ze skroni,
A od łana aż do łana
Świeci skiba zaorana.
— Oj wy kłosy, bujne kłosy,
Padniecie wy od tej kosy,
Co się jako miesiąc pali,
Kiedy Szymon ją nastali!
Jak zamachnie z prawej strony,
Jużci zagon położony!
Jak zajedzie od lewicy,
Jużci w polu po pszenicy.
Przepióreczka w miedzy krzyczy,
Stary Szymon kopy liczy,
Liczy kopy w strony obie,
Najpierw od sieb, potem k’sobie.
— Jużci niby nie tak mało!
Alećby się więcej zdało...
Nie rozwali chlebem broga!
Ano, i tak chwalić Boga!
Zrzucił kożuch Szymon stary,
Choć od mrozu idą pary,
Na boisku cepem bije,
Wyciągnąwszy długą szyję.
Co zamachnie, to z boiska
Złotym gradem ziarno tryska,
Wali w ziemię aże do dna;
CwierkaĆwierka wróbli rzesza głodna.
Na góreczce wiatrak stoi,
Młynarz pod wiatr śmigi stroi,
Niesie kluski młynarczanka,
A młynarczyk patrzy z ganka.
Jedzie, jedzie wóz zdaleka,
Już pies za nim we wsi szczeka,
Ten koń siwy, a ten kary.
Wiezie worki Szymon stary.
Pochwalili Imię Boże.
— A i jakże mleć to zboże:
Czy na grubo, czy na cienko? —
Stary Szymon machnął ręką.
— Mielcież je za Boską chwałą,
Żeby na rok cały stało,
Mielcież je na kamień nowy,
Żeby chleb się zdarzył zdrowy.