CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMieczysław Romanowski

Mieczysław Romanowski · Romanticismo

Anioł upadły (Romanowski, 1913)

polaco

Z głębi piekieł, potężnych czarnych skrzydeł lotem

Wzniósł się anioł upadły w przestrzenie bez końca.

Za pychę niegdyś bożym powalony grzmotem,

Lecąc, potrącał gwiazdy i zaćmiewał słońca.

Skrzydeł dwoje, ostatki seraficznych znamion,

Jak dwie chmury, noc siejąc, wiało mubu ramion;

Ozłocić je wyleciał na dalekie słońca

Król nocy bez końca.

Jasność znikała przed nim; — w przestrzeń bezgraniczną

Rzucał się milion razy za jednym promieniem,

I milion razy spadał w swoją noc dziedziczną,

I milion razy wstawał, zolbrzymion pragnieniem. —

Kto kochał niekochany, kto z potęgą w duszy

Strącon był z drogi chwały, a pamięć zachował,

Kto świat miłością ducha swojego osnował

W tęczę, i z szczytu marzeń spadł w nicość codzienną;

W kim zemsty niespełnionej szereg lat nie zgłuszy...

Nie, ten jeszcze nie pojmie tych żądz, tych katuszy,

Które ma anioł ony na wieczność bezdenną,

Straszną — nieodmienną!

Daremny lot! — powietrzne opadły mu wiosła,

Zachwiał się i na ziemię runął król ciemności;

Ale w dumie, która go w nieskończoność niosła,

Nie wyrzekł się i teraz straconej jasności...

Powstał wyniosły, piękny wyrazem oblicza,

W oczach mu znów gorąca odżyła namiętność,

Na czole strasznych myśli władza tajemnicza

Wyryła, jak w, marmurze odwiekową smętność;

I w postaci miał dawną niezłamaną dzielność,

Spiżem w piersi mu stała nieprzeparta dola...

W nim i przed nim okropna rosła nieśmiertelność.

Tak stał — a słońce właśnie zapadało w morze,

Wieczorny chłód i wonie płynęły przez pola,

Z niebios się rubinowe zesuwało zorze,

Gwiazdy błysły i mleczna rozlała się droga,

On ją znał, bo po nad nią tron żywego Boga!

Skałę, gdzie stał on anioł, i morskie wybrzeże

Owiały szmery, z srebrnej wznoszące się pary.

Łzy to były, westchnienia ludzkie i pacierze,

Woń ziemi, słana Bogu w niebo na ofiary.

Wzdrygnął się, ale słuchał jak je lotne posły —

Wietrzyki — podmuchami ku niebiosom niosły;

Patrzył, jak gwiazd promyki, drgające w eterze,

Brały je, jak je sfera podawała sferze...

Coraz wyżej, w świat nigdy nie ćmiony obłokiem...

Tam za niemi on anioł pognał jeszcze wzrokiem,

Aż w Majestat!... Tam w czystym, świetlanym lazurze,

W kształt jaskółek, co muszki łowią ponad tonie,

Krążyli aniołowie i chwytali w dłonie

Westchnienia: te w ich rękach zmieniały się w róże,

Inni zaś przemienione łzy w sznurki perełek,

Inni pacierz, co lilią rozkwitł lub fijołkiem,

Brali, u skroni wili albo u skrzydełek,

I tak we światłość gonił anioł za aniołkiem.

A gdy przed tronem Boga sypali te kwiaty,

Święte hymny się w niebach rozległy chórami:

Stworzone i na „Stań się“ rodzące się światy

Śpiewały: „Chwała Panu nad Panami!“...

Wonczas upadły anioł pochylił oblicze,

Wielkie, posępne, śniade, jak księżyc zaćmiony,

W piersiach mu grały wspomień dźwięki tajemnicze,

Jak łoskot fal na morzach, wichrami zbudzony;

I po raz pierwszy, odkąd stracił szatę złotą,

Dumy zabył, przejęty aż do dna tęsknotą;

I uczuł, jak szczęśliwym można być w pokorze,

Jeżeli ona z świętej wykwita miłości...

Ach! bo i on tak niegdyś śpiewał dzieła boże,

Światom „Stań się“ roznosił po nieskończoności;

Kochał tak!... Teraz westchnął za tem z całej głębi.

Lecz jak od gromu stado pierzchliwych gołębi

Ucieka w znanej strzechy otwór niezamknięty,

Tak pierzchli aniołowie przed onem westchnieniem,

Z którem o szczęściu chwilkę pomarzył wyklęty,

I nieba zatrzasnęli za sobą chmur cieniem.

A westchnienie się długo pod chmurami chwiało,

Potem w tę pierś, skąd wyszło, runęło piorunem...

Potem — coraz posępniej na niebach ciemniało,

I świat się owinięty zdał jednym całunem.

Ocknął się anioł, lecz choć rozpacz w nim zawrzała,

Nie ugiął się, od gromu w piersi uderzony.

U stóp mu zapieniona fala dziko grała,

Dzikszą myślą był miotan wonczas duch strącony:

„Ha nieprzebaczający — zawołał na skale, —

Znam Cię, ale z miłością nie będę wspominać.

Stokroć spotkam Cię jeszcze w piorunowej chwale,

Dumny, gdy moją dumę Ty będziesz przeklinać.

Stokroć piersi mych wolą gniew w Tobie rozpalę,

W drodzę stanę, ilekroć zechcesz co poczynać...

Na nieskończoność nasze roztoczą się boje:

Ty będziesz światy tworzyć, ja — truć światy Twoje!“

I podniósł się, świadomy swej piekielnej mocy,

I leciał przez ciemności czarniejszy od nocy.

1859.

Sigue explorando

Por su autor
Mieczysław Romanowski · 111 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

Arcy-mistrz (Romanowski, 1913) →

Expediente

Autor
Mieczysław Romanowski
Título
Anioł upadły (Romanowski, 1913)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-anio-upady-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-69d7fc
Cita recomendada
Mieczysław Romanowski, «Anioł upadły (Romanowski, 1913)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-anio-upady-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-69d7fc.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.